Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2022

Kodak No. 2 Folding Autographic Brownie

Taką długą, pełną nazwę, ma ten piękny, mały, składany aparat! Historia tego modelu zaczyna się w 1915 roku, czyli podczas I Wojny Światowej. Od tego czasu, do zakończenia produkcji w 1926 roku, powstało ponad pół miliona egzemplarzy w kilku wersjach, różniących się głównie obiektywami i migawkami. Mój pochodzi z końca tego okresu.  Datowanie przeprowadziłem, na podstawie danych z internetu . Aparat został wyprodukowany w Kanadzie, przez Canadian Kodak Company Limited w Toronto Ont. z obiektywem 6.3 anastygmat (z przysłonami od 6.3 do 64) i migawką Kodex (T, B, 1/25, 1/50) wyprodukowaną w USA przez Eastman Kodak Company w Rochester N.Y. Aparat posiada też pięknie zachowany, oryginalny, skórzany futerał. Bezpiecznie będzie powiedzieć, że pochodzi z 1926 roku, ale i tak, jest najstarszym, w pełni działającym, aparatem w mojej malutkiej kolekcji. Kupiłem go naprawdę tanio - za stówkę. Po prostu, czasami trafiają się takie okazje. A to jest naprawdę, bardzo zacny zabytek, stylistyką wy

Rejestracja procesu działań

Pisałem o powodach, dla których sięgamy po aparat fotograficzny . Tym razem, chcę wspomnieć o jeszcze jednym powodzie, którego wcześniej nie wymieniłem, czyli o: chęci, lub konieczności, zarejestrowania i udokumentowania procesów i działań artystycznych. Czasami, sztuka wykracza, poza pewne, przyjęte wstępnie przez artystę, ramy. Pisałem już wcześniej o moich studiach i o udziale w Pracowni Rzeźby Grzegorza Kowalskiego, w której, oprócz zadań stricte rzeźbiarskich, wykładowca zachęcał nas, do wyrażania treści i emocji, również za pomocą zupełnie innych środków. Chodziło o wyrażenie swojego osobistego stosunku, do innych uczestników pracowni, do przedmiotów, do przestrzeni pracowni, lub wręcz, do społeczeństwa, a nawet całego, otaczającego nas świata. Środki, jakich mogliśmy użyć, były ograniczone jedynie naszą własną inwencją, wielkością pracowni i ewentualnymi kosztami, które sami moglibyśmy ponieść. Środkiem wyrazu stawały się np. zwykłe przedmioty, takie, do których mieliśmy osobis

Cisza

Spotkałem się z pytaniem: Dlaczego moje pokazy zdjęć (slide shows) na YouTube, nie mają ścieżki dźwiękowej, nie mają tła muzycznego, są milczące? Powiem szczerze, że na początku, kiedy opublikowałem pierwsze z nich, trochę brakowało mi podkładu muzycznego. Nie wiedziałem, jaki rodzaj muzyki wybrać, żeby najbardziej pasował, do klimatu pokazu i nie dodawałem żadnego. Z biegiem czasu, doszedłem do wniosku, że żadna muzyka, nie jest potrzebna, ani dla uzupełnienia, ani dla wzmocnienia pokazu zdjęć!  Wszędzie jesteśmy epatowani miliardami obrazów wraz z dodatkowym przekazem dźwiękowym. Nie potrafimy choć przez chwilę skupić się na jednym. Muzyki słuchamy, oglądając obrazy. Obrazy oglądamy, słuchając muzyki. Nie potrafimy trzech minut poświęcić, na jeden rodzaj wrażeń? Od pewnego czasu, zacząłem dodawać specjalną uwagę w opisie moich video: Note: The slideshow = video without sound = silent movie . Moim zdaniem, najbardziej odpowiednim tłem, dla pokazu moich zdjęć, jest, po prostu, cisza. C

To tylko narzędzie?

To często powtarzana fraza, przez bardzo wielu fotografów, że aparat, jest tylko narzędziem - przedłużeniem umysłu, oka i ręki fotografa.  W zasadzie trudno się z tym nie zgodzić. Fotograf, jest głową, ręką i okiem. To on wybiera temat, komponuje kadr, podejmuje decyzję o wykonaniu zdjęcia. Aparat, jest narzędziem, który mu to umożliwia. Fotograf dokonuje również wyboru narzędzia - rodzaju aparatu, formatu negatywu (zaraz, zaraz: wielkości matrycy przecież!) rodzaju obiektywu. Aparat z konkretnym obiektywem, jest narzędziem, pozwalającym zobaczyć temat z konkretnej perspektywy. Zastanawiałem się nad tym, czym dla mnie jest aparat fotograficzny. Narzędziem, pozwalającym wykonać zdjęcie? Przedłużeniem umysłu, oka i ręki? Narzędziem, przez który oglądam świat? A może czymś więcej? Niewątpliwie, istnieje powód, dla którego zajmuję się fotografowaniem, o tym pisałem już wcześniej . Ale istnieje również powód, dla którego sięgam po bardzo różne aparaty i że to są zwykle stare aparaty - ap

Zweiformat

"Zweiformat", czyli aparat fabrycznie przystosowany, do wykonywania zdjęć w dwóch różnych formatach, na jednym typie błony, czy filmu. W mojej mini kolekcji, mam takie dwa aparaty, które zostały fabrycznie przystosowane, do wykonywania zdjęć w dwóch różnych formatach. Oba, są aparatami mieszkowymi, składanymi, przystosowanymi do pracy z błoną zwojową typu 120. To Welta Belfoca II z około 1958 roku i Voigtlander Bessa z 1937. Belfoca II z migawką Junior (T, B, 1/25, 1,50, 1/100) i obiektywem Ernst Ludwig Meritar 4.5/105 , przystosowany do wykonywania 8. zdjęć w formacie 6x9, a przy użyciu specjalnej, wewnętrznej wkładki, 12. zdjęć w formacie 6x6. Voigtlander Bessa z migawką AGC - Alfred Gauthier Calmbach (T, B, 1/25, 1/50, 1/100, 1/125) i obiektywem Voigtar Anastigmat 6.3/105 , przystosowany do wykonywania 8. zdjęć w formacie 6x9, a przy użyciu specjalnej, wewnętrznej wkładki, 16. zdjęć w formacie 6x4.5. Jak to zwykle, ze starymi aparatami, bywa - zarówno w Belfoce II ,

My TLR story

TLR - twin lens reflex, czyli lustrzanka dwuobiektywowa. Przez wielu fotografów uważany, za najlepszy typ aparatu, do wielu zastosowań profesjonalnych i amatorskich. Najczęściej kojarzy się z kultowym przedmiotem pożądania, niemieckim aparatem Rolleiflex firmy Franke & Heidecke z Brunszwiku. Podstawową zaletą lustrzanek dwuobiektywowych, miał być celownik, zawsze gotowy do kadrowania, natychmiast po otwarciu kominka oraz ostrzenie jednoczesne obiektywu celowniczego i zdjęciowego np. właśnie jak w aparatach Rolleiflex , przez wysuwanie czołówki z dwoma obiektywami. Dawało to przewagę, nad ówczesnymi lustrzankami jednoobiektywowymi 6x6, które nie dysponowały tzw lustrem powrotnym - celowanie i kadrowanie mogło odbywać się w nich zwykle dopiero po naciągnięciu migawki i otwarciu lustra, a zrobienie zdjęcia wymagało czasami ręcznego zamknięcia lustra, albo lustro zamykało się automatycznie przed strzałem, ale do kadrowania kolejnego zdjęcia, ponowne otwarcie lustra wymagało naciągnię

Minolta od Zbieraja

 Któregoś dnia, zadzwonił do mnie Zbieraj : - Cześć Robercie, wiem, że kolekcjonujesz stare aparaty, mam kilka, może to nie są jakieś cenne zabytki, ale chętnie bym ci je sprezentował. Leżą, kurzą się - na pewno nigdy już ich nie będę używał. - O świetnie, za wszelkie aparaty, będę bardzo wdzięczny ... Minęło kilka miesięcy, jakoś nie mogłem się zebrać, żeby się z Nim umówić, zawsze coś stawało mi na przeszkodzie, później nastała pandemia, lockdown i kontakty były coraz bardziej ograniczone ... W końcu, jesienią 2021, udało nam się skutecznie umówić. Zbieraj serdecznie przywitał mnie w swoim nowym mieszkaniu, w nowym bloku na Targówku, niedaleko miejsca, gdzie w latach 70. XX chodziłem do technikum. Na kuchennej ladzie-wyspie, leżał przygotowany sprzęt fotograficzny - wszystko w prezencie dla mnie! Nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć, poza "dziękuję, dziękuję", bo byłem naprawdę zaskoczony. Zbieraj wiedział, że nie mam, jak mu się odwdzięczyć, ale wyraźnie był szczęśliwy, wi

Ładny obrazek

Jedną z najważniejszych rzeczy w fotografii, moim zdaniem, jest intencja fotografa. Powód, dla którego sięga po aparat. Tych powodów może być wiele: chęć udokumentowania ważnej chwili, ważnego wydarzenia, chęć zachowania w kadrze aparatu wizerunków miejsc, przedmiotów lub osób, chęć przekazania w kadrze ważnych, dla fotografa treści i/lub emocji, chęć wytworzenia konkretnego, plastycznego wrażenia, ... chęć stworzenia ładnego obrazka . Czasami, intencje występują oddzielnie, czasami łącznie. Dominują jedne, lub drugie. Fotografia, praktycznie nie istnieje bez tych powodów, dzięki którym powstaje. Zawsze, ktoś musi zdecydować, że chce/powinien/musi sięgnąć po aparat. Nie ma znaczenia, czy jest to aparat w twoim smartfonie, zaawansowany, profesjonalny aparat z doskonałym obiektywem, prosty, wyprodukowany przed II Wojną box na błonę zwojową, aparat cyfrowy, czy camera obscura - to zawsze fotograf decyduje, żeby go użyć zgodnie ze swoim zamiarem. Zastanawiam się, które z wymienionych, lub

Bardzo szeroki kąt

Będąc początkującym fotografem, bardzo cierpiałem, na brak odpowiedniego sprzętu. Cierpiałem na brak wysokiej klasy, jednoobiektywowej lustrzanki, zestawu obiektywów, od "rybiego oka", do 1000 mm, pierścieni do makro, zestawu filtrów, stolika reprodukcyjnego, bezcieniowego tła tzw. "sztucznego horyzontu", zestawu studyjnych reflektorów i wielu innych, niezbędnych w pracy fotografa rekwizytów. Część tych cierpień, była, przynajmniej trochę, uzasadniona - ta część, która dotyczyła mojej pracy zawodowej. Trudno jest zrobić zdjęcia dokumentacyjne makiety wzorniczej, mając do dyspozycji  Smenę 8M , albo Zorki 4 , w niewielkim pokoju kawalerki, w którym, mieszkasz z żoną i dzieckiem i jednocześnie, jest w nim twoja pracownia, ale nie ustawisz bezcieniowego tła "sztucznego horyzontu". Nie bardzo też można wykonać fotografie drobnych przedmiotów z bliska, bez zastosowania jednoobiektywowej lustrzanki z zestawem pierścieni do makro, albo bez stolika reprodukcyjne

Niedoskonały urok

Czyli urok niedoskonałości... Pisałem trochę o fascynacji aparatami z prymitywną, plastikową optyką, produkującymi nieostre zdjęcia, które czarują swoim klimatem. Zawsze wydawało mi się to "nie moją bajką", ale im więcej widziałem zdjęć zrobionych Holgą , tym więcej odnajdowałem tego szczególnego czaru, które ze sobą niosą.  Od lat zafascynowany aparatami z ubiegłej epoki, ich precyzją i doskonałością mechaniczną, a często i optyczną, po macoszemu traktowałem plastikowe aparaty-zabawki. Ale jeden z takich aparatów, polski aparat Ami , wyprodukowany w latach 60. XX wieku przez Warszawskie Zakłady Foto-Optyczne (WZFO) trafił w moje ręce wraz z kilkoma innymi, bardziej zaawansowanymi - jako prezent urodzinowy. Ami , był prostym i tanim aparatem dla dzieci i młodzieży, produkowanym w latach 1965-1969, jako następca bakelitowego Druha , przystosowanym do wykonywania 12 zdjęć w formacie 6x6, na błonie zwojowej typu 120. Przy bardzo prostej konstrukcji i optyce, uzyskał zupełnie now

Po kolei nie będzie ...

Wystarczy, że bloga zacząłem od początku. Nie jestem systematyczny, nie mam nawyku porządkowania, a całe moje życie, jest tego konsekwencją. Będzie o fotografii i jednym z moich ostatnich aparatów fotograficznych. Skrzynkowy aparat Daci wyprodukowany w Niemczech w latach 50. XX wieku, przez firmę Dacora . Kupiłem go, niedrogo, na jednym z portali aukcyjnych. Powodów było kilka: nie miałem takiego w swojej mini kolekcji, jest malutki i wydaje się poręczny, jest przystosowany do błony zwojowej typu 120 i produkuje 12 klatek negatywów w formacie 6x6, a to jest maksymalny format, jaki mogę powiększać, moim powiększalnikiem typu Opemus-5. Aparat ma obiektyw typu meniscus, czyli pojedynczą soczewkę, ze stałym ustawieniem ostrości, od około 2 m do nieskończoności, oraz migawkę sektorową o jednym czasie około 1/40 s i B. Zero kombinowania - wystarczy wybrać temat, wycelować prymitywnym dosyć celownikiem lustrzanym i strzelić. Nie należy też martwić się o jakość - optyka gwarantuje, że zdjęcie

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się zupełnie zwyczajnie, raczej banalnie, czyli w dzieciństwie.  Mój Ojciec był entuzjastą amatorskiej fotografii i amatorskiego filmu. Co jakiś czas, nasza duża łazienka, która po przebudowie i podziale mieszkania, stała się kuchnią (sic!), przeistaczała się w jego ciemnię, a ja, najpierw jako maluch, później większy chłopak, często uczestniczyłem w magii wykonywania powiększeń pod powiększalnikiem i wywoływaniu pozytywów. W moim odczuciu, uczestniczyłem w magicznym rytuale, kiedy po naświetleniu papieru, któremu towarzyszyły rytualne, jak mi się z początku wydawało, ruchy rąk osłaniające fragmenty negatywowego obrazu, byłem świadkiem, kiedy przy czerwonym świetle w jednej z kuwet, na białym do tej pory arkuszu, pojawiał się czarno-biały obraz! Tak, to niewątpliwie była magia i doświadczenie metafizyczne! Ojciec był wynalazcą i potrafił wykorzystywać fotografię w swojej pracy zawodowej - np. do swojej Leica Standard z 1932 roku, dorobił przystawkę, do wykonywania reprodukcji