Czyli urok niedoskonałości... Pisałem trochę o fascynacji aparatami z prymitywną, plastikową optyką, produkującymi nieostre zdjęcia, które czarują swoim klimatem. Zawsze wydawało mi się to "nie moją bajką", ale im więcej widziałem zdjęć zrobionych Holgą , tym więcej odnajdowałem tego szczególnego czaru, które ze sobą niosą. Od lat zafascynowany aparatami z ubiegłej epoki, ich precyzją i doskonałością mechaniczną, a często i optyczną, po macoszemu traktowałem plastikowe aparaty-zabawki. Ale jeden z takich aparatów, polski aparat Ami , wyprodukowany w latach 60. XX wieku przez Warszawskie Zakłady Foto-Optyczne (WZFO) trafił w moje ręce wraz z kilkoma innymi, bardziej zaawansowanymi - jako prezent urodzinowy. Ami , był prostym i tanim aparatem dla dzieci i młodzieży, produkowanym w latach 1965-1969, jako następca bakelitowego Druha , przystosowanym do wykonywania 12 zdjęć w formacie 6x6, na błonie zwojowej typu 120. Przy bardzo prostej konstrukcji i optyce, uzyskał zupełnie now...