Moja maleńka kolekcja zawiera ponad 50 aparatów fotograficznych. Wśród nich są takie, które niedomagają, ale spora część z nich, jest całkowicie sprawna. W sierpniu wybieramy się z Kasią na wyjazd i powinienem zdecydować się, jakimi aparatami chciałbym, podczas tego wyjazdu robić zdjęcia.
Ostatnio brałem ze sobą jakiś TLR i aparat małoobrazkowy. Zeszłym razem był to Rolleiflex Automat z 1938 z Tessarem 3,5/75 i zestaw filtrów, a do tego moje dwie Lajki - IIIa z 1939 z Elmarem 3,5/50 z 1935 wraz z kilkoma filtrami i Standard z 1932 z radzieckim, szerokokątnym Jupiterem-12 2,8/35. To był bardzo fajny zestaw i już myślałem, że wezmę te same aparaty z tymi samymi filtrami. Pomyślałem jednak sobie, że przecież mogę coś zmienić i dodać np. Prakticę albo Exaktę z jakimś teleobiektywem i innym szerokokątnym, co dałoby mi więcej swobody w wyborze ogniskowej. A może Minoltę od Zbieraja, której bardzo dawno nie używałem, a to jest naprawdę świetny aparat ze znakomitymi obiektywami, pozwalającymi na wybór ogniskowej i super ostre zdjęcia?
Jedno jest pewne: jedziemy ponownie w bardzo dobrze nam znane miejsce, a nasza aktywność sprowadzi się do spacerów po okolicy i dalszych lub bliższych wycieczek samochodem, połączonych ze spacerami. Nie będzie żadnych "ekscesów" żeglarskich, bo wciąż jestem rekonwalescentem. Spacery, spacery i spacery. No i pewnie trochę wylegiwania się na plaży. Będzie więc mnóstwo czasu na robienie zdjęć.
Jedziemy sami, tylko z psem. Miejsca mamy mnóstwo i sprzęt fotograficzny wybierać mogę swobodnie. Zwykle brałem ze sobą aparaty, które były moimi ulubionymi w danym okresie istnienia "kolekcji" - aby fotografowało mi się lekko i przyjemnie. Zastanawiam się, czy jednak, nie wprowadzić świadomych ograniczeń, powodujących więcej trudności w późniejszych wyborach kadrów i samym procesie fotograficznym w plenerze.
Może wziąć ze sobą tylko jeden aparat z jednym, stałym, standardowym obiektywem? Może taki aparat, którego używanie wymaga więcej skupienia, a daje mniej technicznych możliwości? Może aparat z obiektywem niedoskonałym, który wprowadza, nieostrość, zniekształcenia lub mgłę, a skierowany w stronę słońca produkuje rozległe flary? Może, będąc jeszcze w domu, spodziewając się znanych krajobrazów (bo jedynie warunki pogodowe i konkretne sytuacje nie będą znane) świadomie utrudnić sobie proces, nakładając więcej ograniczeń i zastanowić się nad celem i kreatywnością?
W jakim celu zamierzam wziąć ze sobą na wakacje aparat, do fotografowania na filmie, czy błonie? Na pewno nie po to, żeby zrobić kolejne, pamiątkowe zdjęcia. W tym celu weźmiemy nasze smartfony i "cyfraka", którego jedynym ograniczeniem będzie stan naładowania baterii, ale te można kupić w każdym sklepie. Fotografując aparatem na błonę lub film, spodziewam się uzyskać niepowtarzalne kadry, jakich nigdy nie uzyskam smartfonem, czy aparatem cyfrowym. Czyżby? Aparat jest jedynie narzędziem. Inspirującym, otwierającym, lub ograniczającym, ale jedynie narzędziem. Zdjęcia muszą najpierw, intencjonalnie, powstać w wyobraźni. Przed naciśnięciem spustu migawki, muszę je mieć już w głowie, wiedzieć po co, dlaczego i co z tego wyjdzie.
Tak, chcę zrobić zdjęcia szczególne, odróżniające się od wszystkich innych. Będą to moje, autorskie zdjęcia. To raczej nie ulega wątpliwości - moje zdjęcia mają już wyraźny, autorski rys. Po prostu, są moje. Te mają się wyróżniać, ale czy muszę sobie nakładać poważne ograniczenia? Nie muszę. Mogę to zrobić, żeby skłonić moją fotograficzną kreatywność, do skupienia się na fotografowaniu. Do tej pory, wybierałem aparaty łatwe w obsłudze. Na przykład, TLR-y mają wygodny, szeroki wizjer, w którym można komponować kadr. To wielkie ułatwienie. Podobnie z matówkowym wizjerem małoobrazkowej Exakty - jest jasny, widać w nim każdy szczegół. Dalmierz aparatu Leica IIIa, czy może nawet bardziej Zorki-4, jest wygodny, pozwalając ustawić ostrość w punkt. Takich możliwości, nie mają aparaty bez wizjerów matówkowych lub dalmierza. Pracując z nimi, trzeba posłużyć się osobnym dalmierzem, lub mierzyć odległość aparatu od fotografowanego obiektu, inną metodą.
Nie chcę poddawać się technicznej poprawności. Chcę stworzyć coś naprawdę dobrego. Wybierając aparat, zastanawiam się już nad rezultatem końcowym. Nie będzie to aparat wielkoformatowy, co mogłoby spełnić wszystkie kryteria wyboru. Mój Fotokor 9x12 jest właśnie u Przemka, który chyba lepiej wie, co z nim zrobić i poczynił już pierwsze kroki. Aparat wielkoformatowy, nawet ten najmniejszy, jest ciężki i wymaga mocnego, stabilnego statywu. Nie mam takiego statywu. Nie będę w stanie nosić ciężkiego aparatu i statywu, bo wciąż będę rekonwalescentem i mam na ten czas, bezwzględny zakaz dźwigania. Aparat musi być więc lżejszy. Statyw również, o ile w ogóle będę musiał go używać Myśli biegają ponownie wokół TLR-ów. Mają stałe obiektywy (nie licząc nasadki Rolleinar-1 dla Rolleiflexa, pasującej zresztą również np. do Ricoh DIACORD ale przecież można zostawić ją w domu) i wygodne do kadrowania wizjery. To są zalety! Brak możliwości szybkiego manipulowania ogniskowymi, wymusza kadrowanie tym, co jest dostępne, np. podejście bliżej lub odsunięcie się od fotografowanego obiektu, albo wręcz rezygnację z naciśnięcia spustu migawki, kiedy nie uda się znaleźć właściwej kompozycji. Mniej rozprasza w poszukiwaniu właściwego obiektywu, bardziej skupia na samej fotografii. Świetnie, ale czy to jest znowu, nie za łatwe? Znalazłem na YouTube mnóstwo filmów zrobionych przez fotografów, którzy stosują właśnie takie podejście, biorąc na wyjazdy jeden, jedyny aparat z jednym, stałoogniskowym obiektywem i często wybór pada właśnie na Rolleiflexa lub rzadziej, jakiś inny TLR 6x6. Ograniczenie formatu do kwadratu, również jest dobrym wyborem. Nie zastanawiasz się, czy zdjęcie robić w pionie, czy w poziomie, bo do dyspozycji masz jedynie kwadrat i wszystko musisz zawrzeć w kwadracie. A kwadrat, to figura foremna - doskonała!
Zastanawiałem się m. in. czy nie wziąć któregoś z moich mieszkowych aparatów 6x9, np. testowanej niedawno 90. letniej Ikonty 521/2 (Ikonty/B) czy stuletniego Kodaka Autographic Brownie No2. Kadrowanie i komponowanie za pomocą ich wizjerów, bywa nie lada wyzwaniem. Brak dalmierza, a nawet zaznaczonej skali głębi ostrości, również. Czy utrudnianie sobie, aby stawać przed wyzwaniem trudniejszej obsługi aparatu i zmniejszonej, z dwunastu do ośmiu, liczby możliwych kadrów na jednej błonie, naprawdę ma artystyczny sens wyzwalający kreatywność? Nie jestem pewien. Osiem kadrów wymusza ściślejsze filtrowanie tematów i scen do fotografowania. Jedno zdjęcie wychodzi drożej. Najtańsze są małoobrazkowe, bo w cenie jednego filmu, uzyskujesz 36 klatek! Ale również, mniej się nad nimi zastanawiasz. Masz więcej swobody. A mówią, że swoboda, niekoniecznie wyzwala kreatywność. Skupiając się na kilku kadrach, komponujesz je bardziej uważnie i rozważnie, bo np. trudniej będzie je powtórzyć. Mnie przekonuje 12 kwadratowych klatek na błonie, ale również doceniam 8 prostokątnych 6x9, czy 16 4,5x6. Przy czym, 36 małoobrazkowych 36x24 mm wydaje się rozpustą.
Mam jeszcze sporo czasu i decyzja nie musi być pochopna.
Zapraszam na mój Instagram, gdzie wciąż pojawiają się nowe zdjęcia!
A jako ilustracja, niech będą zdjęcia aparatów na zeszłorocznych wakacjach:


Komentarze
Prześlij komentarz