Przejdź do głównej zawartości

6x6 i "perfekcja" - Box Camera Revolution #3

Wychodząc w plener z Baldą Baldax, na próby ze światłoczułą błoną Fomapan400, zapragnąłem powtórzyć sesję z nieco młodszym, ale równie prostym aparatem, jakim jest mój Voigtlander Brillant V6. Spodziewałem się uzyskać nieco podobny "vintage look", do tego uzyskanego z Baldy, z tym że w kwadratowym formacie.

Zamierzałem utworzyć osobny wpis o mojej "filozofii" i rozumieniu mojego własnego fotografowania. Było o względnej trwałości zdjęć utrwalonych w formie papierowej i o równie względnej nietrwałości obrazów fotograficznych istniejących jedynie wtedy, kiedy są generowane na ekranach komputerów i smartfonów. Było o wzruszeniach niedoskonałościami amatorskich i zawodowych zdjęć sprzed wielu lat, które nierzadko wciąż zalegają nasze szuflady. 

Było też o perfekcji i o tym, że ta zabija spontaniczność. Dokonując wyboru zdjęć, do jakiejkolwiek prezentacji, nieważne, czy chodzi o wystawę w galerii, czy tylko o pokazanie znajomym, na Facebooku, czy Instagramie, selekcjonujemy je zwykle pod względem technicznej i kompozycyjnej doskonałości. Sam również to robię. Później orientuję się, że odrzucam, lub koryguję i przerabiam, obrazy które mogłyby wnosić większą wartość, niż ich ewentualna doskonałość techniczna i kompozycyjna. Wydaje mi się, że dopóki nie ścigamy się w kategorii najdoskonalszego obrazu fotograficznego, nie musimy przejmować się perfekcją, skupiając się na czymś ważniejszym. A kiedy oglądam, swoje, czy cudze, stare zdjęcia z szuflady, to przywołują one wspomnienia i emocje, właśnie dzięki formie i treściom, jakie posiadają - fotki często nieostre, poruszone z plamami kurzu - zatrzymane w kadrze, zwykłe życie... Powiem więcej: niektórzy fotografowie, w sposób zamierzony tworzą niedoskonałości swoich zdjęć! Ale nie o nich i nie o tym teraz chciałem napisać, a raczej o pozwoleniu sobie na błędy i pozostawieniu w zbiorze zdjęć, które z różnych względów, a głównie z powodu perfekcjonizmu, powinniśmy byli, bezpowrotnie usunąć! Moim zdaniem, usunięcie niedoskonałych negatywów, pozbawiłoby mnie możliwości zobaczenia całości tego w jaki sposób widzę i dokumentuję życie, za pomocą narzędzia, jakim jest fotografia na materiałach światłoczułych z użyciem starych aparatów.

Być może, kiedyś jeszcze wrócę do "filozofii" na blogu, ale tym razem, po prostu pokażę niedoskonałe efekty, niedoskonałej sesji zdjęciowej z prostym i arcyniedoskonałym aparatem, jakim jest mój Voigtlander Brillant V6, no i niedoskonały ja sam! Wszystkie zdjęcia są już na moim profilu Instagram, więc tutaj tylko jedno, najmniej doskonałe (ale za to portret ukochanej istoty i dlatego jest dla mnie najważniejsze - o to w tym wszystkim chodzi) a w kolejności ich powstawania, są na wideo - zapraszam!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Osiem milimetrów wspomnień

Po dłuższej przerwie, kiedy w sezonie letnim koncentrowałem się na żeglowaniu moimi łodziami, powoli wracam do fotografii starymi aparatami. Ale, zanim wywołam wszystkie negatywy z wakacji, skorzystam z okazji, żeby przedstawić nowy dział (nową playlistę) zainicjowany na moim kanale YouTube. Znakomity kolega zeskanował filmy, które w latach 60. XX wieku, nakręcił mój ojciec , na taśmie filmowej 8 mm.  Filmiki te, chyba poza jednym lub dwoma, nie były zwykłymi pamiątkami z rodzinnych wydarzeń. Dzisiaj o wiele bardziej, niż kiedyś, doceniam ich walor artystyczny, nie mówiąc o wzruszeniu, jakie odczułem po ponad czterdziestu latach, od czasu, kiedy je ostatni raz oglądałem. Filmiki mają przemyślaną strukturę (narrację/fabułę) prowadzenie kamery i aktorów. No i, oczywiście, są znakomitymi dokumentami epoki lat 1961 - 1967.  Pierwszy film, który prezentuję w tej serii, to króciutka etiuda pt. "Kocie zabawy ", ale będę, w nowej playliście, sukcesywnie pokazywał kolejne filmy z lud...

Non omnis moriar, czyli trochę "chłopskiej filozofii"

"Nie wszystek umrę" , czyli wyrażona nadzieja każdego artysty, nawet skromnego fotografa amatora, że coś z jego twórczości pozostanie po jego śmierci. Po raz kolejny, moja sytuacja zdrowotna spowodowała, że otarłem się o "drugą stronę lustra" i wróciłem z dalekiej podróży, z której powrotu ponoć nie ma. Ale artykuł o "filozofii" i fotografii, pisałem już wcześniej, zainspirowany materiałami zamieszczanymi w necie, co może świadczyć, że wielu fotografów i artystów różnych dziedzin, zastanawia się nad tym samym. Po prostu, przeżycia z minionych tygodni, skłoniły mnie do powrotu do tego tematu, jednak w nieco lżejszej, mniej napuszonej formie. Susan Sonntag w swojej, pięknej książce "O fotografii" pisała, że fenomenem i esencją istnienia fotografii w kulturze, jest jej materialna, fizyczna postać w formie papierowej odbitki, powstałej na podstawie negatywu - w ciemni, pod powiększalnikiem. Podobnie twierdzi, mój ulubiony youtouber i wybitny fotogr...