Przejdź do głównej zawartości

Zorki-4 i Jupiter-8 po naprawie

Niedawno zamieściłem dość rozpaczliwy blog o tym, że z powodu awarii dalmierza w mojej Zorki-4 z 1966 roku, musiałem ratować zdjęcia, dodając szumy do slideshow, żeby dodatkowym efektem uzasadnić ich nieostrość. 

Wcześniej, zaraz po wykryciu awarii, poprosiłem o pomoc w naprawie tego aparatu. Mam ich w mojej niby kolekcji cztery*, różniące się szczegółami egzemplarze i wyglądało na to, że to ostatni mój prawidłowo działający aparat tego typu. Problem jest z nimi taki, że koszt profesjonalnej naprawy zwykle przewyższa wartość samego aparatu, a mając przychody z kiepskiej dość emerytury, muszę mocno kontrolować wydatki. Dlatego potrzebny jest do tego uzdolniony hobbysta, który potrafi i lubi robić właśnie takie naprawy. 

Na jednej z fejsbukowych grup, pojawił się szeroki odzew kolegów, którzy zainteresowali się moją sprawą. Jestem im naprawdę wdzięczny. Najszybszym był kolega, pod nickiem Maciek Levis. Szybko i sprawnie naprawił i wyczyścił dalmierz, a naprawa nie okazała się jedynie jakąś prostą regulacją. Przy okazji, Maciek nasmarował i sprawdził obiektyw, który, jak wcześniej przypuszczałem, jest w bardzo dobrej kondycji szkieł - ostry i ładnie renderujący, nawet w porównaniu z obiektywami tego samego typu z tej samej epoki.

Należało więc, jak najszybciej załadować do aparatu film Fomapan100 i sprawdzić, jak to dzisiaj wszystko śmiga. Z powodu, jak przypuszczam, mojego snobizmu, nie poważam zbytnio produkcji radzieckiej z czasów Żelaznej Kurtyny. Cztery podobne aparaty w kolekcji, jednak działający tylko jeden, to wydaje mi się próba prawie (haha!) statystyczna. Jednak, trzeba im oddać sprawiedliwość. Zorki-4, to w pewnym sensie kopia aparatu Leica, z tym że bardzo przeprojektowana w radzieckich zakładach KMZ w Krasnojarsku, gdzie podczas II Wojny Światowej z Charkowa przeniesiono produkcję aparatów FED i zapoczątkowano aparaty Zorki, będące ich kontynuacją. Z konstrukcji aparatów Leica II w Zorki-4 pozostała roletowa, "szmaciana" migawka. Może jeszcze zasada mechanizmu czasów jej otwarcia z czasami od 1/1000 i długimi do 1 s, jednak w odróżnieniu do Leica III w zintegrowanym mechanizmie, i gwintowy system wymiennych obiektywów M39, zwany Leica Tread Mount. Zmodyfikowano sposób ładowania filmu dodając otwierane plecy. Przede wszystkim, bezwzględnie lepszy jest dalmierz oparty na konstrukcji zapoczątkowanej w niemieckich aparatach Zeiss Ikon Contax jeszcze przed II Wojną. Leica taki dalmierz zintegrowany z wizjerem otrzymała w podobnym czasie, jak Zorki-3, dopiero wraz z powstaniem modelu M

Ale jednak, trzy moje aparaty z czterech tego typu w zbiorze, nie działają! Moim zdaniem, wynika to z niższej precyzji projektu i wykonania mechaniki tych aparatów. W aparatach Leica nie odczuwamy nadmiernych luzów, ani oporów. Wszystko pracuje lekko i płynnie. Zorki, w zależności od egzemplarza, potrafi działać, jak traktor, ciężko, głośno i ze zgrzytem, by w końcu zerwać perforację filmu, albo zablokować się. A podobno, wszystko zależy od tego, kiedy, jak, z jakich części i dla kogo, aparat został wykonany i zmontowany...

Praca z prawidłowo działającym aparatem Zorki-4 jest naprawdę przyjemna, głównie dzięki dobremu, jasnemu celownikowi z zintegrowanym dalmierzem i regulacją dioptrii. Z wykonanych, podczas ponaprawczego testu zdjęć, jestem naprawdę zadowolony. Dalmierz trafia w punkt, a obiektyw jest ostry i czysty. Czego chcieć więcej? Dziękuję Maćku!

*) Tę konkretną z 1966 roku, dostałem od mojego teścia, prawie 40 lat temu. Druga z podobnego okresu, niedziałająca, pochodzi z daru kpt. Janusza "Zbieraja" Zbierajewskiego, trzecią, z zablokowanym mechanizmem, dostałem niedawno od dzieci mojej żony, natomiast czwarta, jest pamiątką po moim tacie - używałem jej intensywnie, wraz ze Smeną-8M, podczas moich studiów na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego warszawskiej ASP w pierwszej połowie lat 80. i pełniła wtedy funkcje zawodowe, przy dokumentacji moich, studenckich projektów, by nieco później wraz z moim bratem i X Polarną Wyprawą Polskiej Akademii Nauk na Szpicbergen, trafić do stacji Hornsund, gdzie udokumentowała historyczne odrodzenie łodzi Nanok z pierwszej wyprawy profesora Siedleckiego, tam też ujawniły się jej pierwsze niedomagania, a dzisiaj już niestety, nie działa.

Poniżej zdjęcie aparatu,  jak zwykle slideshow na moim kanale YouTube i kilka przykładowych zdjęć z sesji ponaprawczej. 
Wszystkie zdjęcia, sukcesywnie zasilą moje konto Instagram - zapraszam!











 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zlot Pod Kleszczami Kraba 2025 i stare aparaty

Zlot Pod Kleszczami Kraba , dawny Zlot Łodzi Polinezyjskich Proa , jest niezłą okazją dla fotografa, więc jak co roku, wziąłem ze sobą moje "zabytki", zapas materiałów negatywowych i trochę akcesoriów. Do małego plecaka zmieściły się trzy aparaty. To był Rolleiflex Automat z 1938 roku, który właśnie wrócił z naprawy i CLA oraz moje dwie Leiki - Leica Standard z 1932 z radzieckim Jupiterem-12 2.8/35 i Leica IIIa z 1939 roku z Elmarem 3.5/50 z 1935 roku. Dla Rolleiflexa miałem kilka rolek Fomapana 400 , które miałem zamiar naświetlić na ISO100 , bo wielokrotnie słyszałem, że taka procedura daje znakomite rezultaty w tym o wiele mniejsze ziarno. Dla aparatów małoobrazkowych miałem kasety z filmem Fomapan 100 , które zamierzałem naświetlić i wywołać zgodnie z ich czułością nominalną. Dla Elmara z Leicą IIIa i Tessara 3,5/75 w Rolleiflexie , miałem po kilka różnych filtrów, ale w sumie użyłem wyłącznie filtrów żółtych numer 2 .  Ju...

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Siostry przyrodnie

Dwa, średnioformatowe aparaty miechowe.  O większym z nich pisałem już wcześniej i nawet robiłem nim zdjęcia . To Ercona - powojenna, wschodnioniemiecka kopia aparatu  Zeiss Ikon Ikonta 521/2 - Ikonta C , na błonę zwojową typu 120 i format negatywu 6x9 . Kopia, bo produkcja jej została, decyzją polityczną wdrożona, na podstawie zachowanych dokumentacji i przedwojennych egzemplarzy, w fabryce firmy Zeiss , w której nigdy wcześniej ten aparat nie był produkowany. Aparat łudząco przypomina oryginał i pewnie, gdyby nie wytłoczony na okładzinie malutki napis Ercona , nie przyszłoby mi do głowy, że to enerdowska kopia. Po moich próbach przywrócenia go do życia i pierwszym teście, stał jednak na półce, albowiem okazało się, że migawka zacina się w niektórych położeniach, co groziło zepsuciem kolejnych kadrów. Po dłuższym czasie, zdecydowałem się prosić kolegę, który serwisuje takie cuda, aby mi ją naprawił zgodnie ze sztuką. Okazja była taka, że trafiła mi się przyrodnia siostra t...