Przejdź do głównej zawartości

Na zamówienie #2

Dwa lata, po I Komunii Świętej, mojej wnuczki Małgosi, przyszedł czas na podobną uroczystość jej młodszego brata, Grzesia.

Tym razem zdecydowałem, że użyję innego aparatu z mojej kolekcji TLR, czyli RicohDiacord z około 1956 roku. Powody były dwa. Pierwszy, to że raz Rolleiflex mnie zawiódł i pomimo tego, że aparat jest już naprawiony, wolałem uniknąć stresu, jeśliby coś znowu miało pójść nie tak, podczas uroczystości. Drugi, to prognoza pogody - zapowiadano dzień bardzo chłodny, pochmurny i deszczowy. Po półtoramiesięcznej suszy, deszcz powinien być dla nas zbawieniem, ale w dużej mierze plenerowe święto, mogłoby być dla pamiątkowej fotografii trudne, a RicohDiacord ma sprawne sprzężenie synchronizacji z lampą błyskową i sanki coldshoe, do jej zamocowania. Pomyślałem sobie bowiem, że gdybym musiał robić zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych (pochmurny dzień i cień pod drzewami, albo nawet we wnętrzach) to pomoże mi to wywiązać się z powierzonego zadania.

Pogoda, rzeczywiście okazała się zgodna z prognozą - było bardzo, jak na drugą połowę maja, chłodno, pochmurno, wietrznie i deszczowo.

Uroczystość we wnętrzu kościoła, była fotograficznie "zabezpieczona" przez akredytowanych w parafii zawodowców, a moja rola zaczynała się przed wejściem do wnętrza i zaraz po wyjściu. Zrobiłem Grzesiowi i gościom kilka zdjęć naszym, cyfrowym Kodakiem PixPro AZ405, zanim uroczystość się rozpoczęła, a po uroczystości w kościele, również szereg zdjęć na tle kwitnących rododendronów. Słabe oświetlenie wymusiło na aparacie pełne otwarcie przysłony i obiektyw ujawnił swoje wady optyczne w tym aberrację chromatyczną na brzegach kadru, a także pojawiły się szumy z powodu lekkiego niedoświetlenia. Przypuszczam, że wszystkie Ciocie i Babcie, które robiły zdjęcia swoimi iPhone'ami, uzyskały zdjęcia technicznie lepsze.

Ale ja byłem głównie przygotowany, na robienie zdjęć na błonie, moim TLR RicohDiacord i ewentualnie SLR Prakticą L z szerokokątnym obiektywem Pentacon 2.8/29 i lampą błyskową. Oba aparaty miałem załadowane materiałem światłoczułym Fomapan100

Myślałem o wyjściu z Grzesiem w plener, na kilka chwil, ale to nie było takie proste. Nie pomagała, ani pogoda, wietrzna, zimna, pochmurna i deszczowa, ani nastawienie samego Grzesia. Mój wnuczek, w odróżnieniu od swojej starszej siostry, bardzo nie lubi pozować do zdjęć. Najpierw trzeba było namówić go do wyjścia z komunijnego przyjęcia, a następnie przemóc jego nastawienie do pozowania. Grześ, natychmiast po wycelowaniu weń aparatu, upodabnia się do manekina, albo robota - usztywnia się i wpatruje w obiektyw. Wolałbym, żeby poczuł się swobodnie, ale to było trudne. Zrobiłem kilka zdjęć jemu samemu, oraz z jego siostrą i mamą. Chyba tylko na jednym zdjęciu Grześ się nieco bardziej rozluźnił i to zdjęcie tutaj zaprezentuję.

Ponadto, zrobiłem kilka niezobowiązujących zdjęć cyfrowych i Prakticą L, na filmie we wnętrzu, podczas przyjęcia. Rozluźnione dzieciaki są o wiele ciekawsze, niż wtedy, kiedy wydaje im się, że są zmuszane uczestniczyć w jakiejś sztywnej sytuacji, jak komunijne zdjęcia pamiątkowe, Tamte zdjęcia zostały zaprezentowane wyłącznie w gronie rodzinnym.

Zapraszam na mój profil Instagram

Poniżej jedyne zdjęcie, które pozwalam sobie tutaj pokazać, wykonane aparatem TLR RicohDiacord z użyciem lampy błyskowej, na błonie zwojowej Fomapan100, tonizowane elektronicznie w programach graficznych GIMP i Inkscape.



 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Siostry przyrodnie

Dwa, średnioformatowe aparaty miechowe.  O większym z nich pisałem już wcześniej i nawet robiłem nim zdjęcia . To Ercona - powojenna, wschodnioniemiecka kopia aparatu  Zeiss Ikon Ikonta 521/2 - Ikonta C , na błonę zwojową typu 120 i format negatywu 6x9 . Kopia, bo produkcja jej została, decyzją polityczną wdrożona, na podstawie zachowanych dokumentacji i przedwojennych egzemplarzy, w fabryce firmy Zeiss , w której nigdy wcześniej ten aparat nie był produkowany. Aparat łudząco przypomina oryginał i pewnie, gdyby nie wytłoczony na okładzinie malutki napis Ercona , nie przyszłoby mi do głowy, że to enerdowska kopia. Po moich próbach przywrócenia go do życia i pierwszym teście, stał jednak na półce, albowiem okazało się, że migawka zacina się w niektórych położeniach, co groziło zepsuciem kolejnych kadrów. Po dłuższym czasie, zdecydowałem się prosić kolegę, który serwisuje takie cuda, aby mi ją naprawił zgodnie ze sztuką. Okazja była taka, że trafiła mi się przyrodnia siostra t...

6x6 i "perfekcja" - Box Camera Revolution #3

Wychodząc w plener z Baldą Baldax , na próby ze światłoczułą błoną Fomapan400 , zapragnąłem powtórzyć sesję z nieco młodszym, ale równie prostym aparatem, jakim jest mój Voigtlander Brillant V6 . Spodziewałem się uzyskać nieco podobny "vintage look", do tego uzyskanego z Baldy , z tym że w kwadratowym formacie. Zamierzałem utworzyć osobny wpis o mojej "filozofii" i rozumieniu mojego własnego fotografowania. Było o względnej trwałości zdjęć utrwalonych w formie papierowej i o równie względnej nietrwałości obrazów fotograficznych istniejących jedynie wtedy, kiedy są generowane na ekranach komputerów i smartfonów. Było o wzruszeniach niedoskonałościami amatorskich i zawodowych zdjęć sprzed wielu lat, które nierzadko wciąż zalegają nasze szuflady.  Było też o perfekcji i o tym, że ta zabija spontaniczność . Dokonując wyboru zdjęć, do jakiejkolwiek prezentacji, nieważne, czy chodzi o wystawę w galerii, czy tylko o pokazanie znajomym, na Facebooku , czy Instagramie , sel...