Ostatnio, nieco mniej fotografowałem z użyciem mojej, kiedyś ulubionej przecież, pamiątki po Tacie, czyli aparatu Leica Standard z 1932 roku. Wydawało mi się, że skoro mam do dyspozycji aparat nowszy z wbudowanym dalmierzem, jakim jest Leica IIIa z 1939 roku, to będzie mi łatwiej i wygodniej tworzyć lepsze zdjęcia. Leica IIIa jest przyjemna, ale wcale nie jest powiedziane, że w każdych warunkach okaże się lepsza od prostego aparatu, bez dalmierza.
W grudniu 2025 oraz styczniu i lutym 2026, robiłem zdjęcia głównie Leicą IIIa. Zwróciłem uwagę, że każda moja przymiarka kadru wizjerem, polega na próbie ustawienia ostrości według dalmierza, co zajmuje czas i odwraca uwagę od sceny. Jakże inaczej robię zdjęcia moją Leicą Standard! Najpierw, zupełnie wstępnie, szacuję i oceniam "na oko" odległość do głównych motywów sceny. Wcześniej, na podstawie ogólnego pomiaru światła ustawiam przysłonę. Zwykle, jest to między wartościami 5,6 a 8. Na tej podstawie ustawiam strefę ostrości według skali głębi ostrości na obiektywie. Naciągam migawkę i ustawiam czas jej otwarcia. Kadruję dokładnie obraz w wizjerze i naciskam spust migawki. Nie tracę czasu na dokładne ustawienie ostrości, jednak zwykle, moje zdjęcia są ostre. Oczywiście, ta technika nadaje się świetnie do szybkich snapshots ulicznych i zdjęć reportażowych - wstępnie ustawiona ostrość i czas otwarcia migawki, a fotograf skupia się na scenie, którą fotografuje - wybiera moment i strzela. Raczej trudno w ten sposób zrobić portret, zbliżenie, detal i wydobyć fotografowany obiekt z tła z efektem bokeh. Prosty aparat bez dalmierza, nie został stworzony w tym celu! Do tego celu mam przecież, zakładany na "zimną stopkę" dalmierz Leitz'a z epoki. Ale robiąc zdjęcia nad Jeziorem Dziekanowskim i później w Puszczy Kampinoskiej, bardzo szybko stwierdziłem, że on częściej mi przeszkadza i blokuje mnie w szybkich snapshots. Do tego brak jego synchronizacji z obiektywem jeszcze dodatkowo, może powodować pomyłki - ustawiamy ostrość na dalmierzu i szybko strzelamy zdjęcie zapominając, że trzeba było jeszcze ustawić ostrość na obiektywie! Tak czy inaczej, dość szybko zdjąłem dalmierz z aparatu i schowałem go w kieszeni. Dało mi to więcej swobody w ocenianiu ostrości na oko i skupieniu się na fotografowaniu. Sama przyjemność!
Zresztą, postanowiłem zrobić niewielkie porównanie. Przez większość czasu, kiedy moja Leica Standard była u nas w rodzinie, była używana prawie wyłącznie ze składanym radzieckim obiektywem Industar-22 3,5/50 z 1955 roku. który przypomina nieco zewnętrznie oryginał (Ernst Leitz Elmar 3,5/50) jest jednak klonem obiektywu Carl Zeiss Jena Tessar 3,5/50, czyli z nieco inną konstrukcją optyczną. Postanowiłem na tym samym filmie zrobić zdjęcia, zarówno obiektywem Industar-22, jak i Elmarem 3,5/50 z 1935 roku. Nie miał być to jakiś naukowy test w powtarzalnych warunkach. Po prostu - zdjęcia wykonane dwoma podobnymi (!!!???) obiektywami, chociaż w różnych warunkach, ale na tym samym filmie.
Wiele w życiu nasłuchałem się "fachowych" opinii, że ruski obiektyw jest kiepski, że można go używać tylko, jako zatyczkę, żeby body wewnątrz się nie zakurzyło, a nie robić nim zdjęcia. Zdjęcia nim robiliśmy przez kilkadziesiąt lat - Tata i ja. Osobiście nie miałem porównania, a jedynie słyszałem legendy i mity o doskonałości Elmara. Ale jakość zdjęć zrobionych obiektywem od Zorki, zawsze podobała mi się bardzo! Dzisiaj mam możliwość zestawienia ich razem. Zdjęcia znad Jeziora Dziekanowskiego i wcześniejsze, zrobiłem Industarem-22 wyposażonym dodatkowo w filtr zielono-żółty zaadaptowany od Reflekty II. Zdjęcia zrobione w Puszczy Kampinoskiej, zrobiłem Elmarem 3,5/50, bez filtra. Warto zwrócić uwagę, że Industar, młodszy o 20 lat, ma soczewki pokryte powłoką przeciwodblaskową oznaczoną literą П, czyli "P" w cyrylicy, a Elmar takiej powłoki nie ma.
Każdy może stwierdzić samodzielnie, który obiektyw jest lepszy. Moim zdaniem, zdjęcia wykonane Industarem są podobnie ostre i kontrastowe (użycie filtra zielono-żółtego???) a wykonane Elmarem bywają nieco bardziej miękkie, nadając obrazom coś, co nazywam "vintage look". Lubię jedne i drugie, a różnice nie są jakieś ogromne. Industar-22, na pewno nie jest kiepski - to bardzo dobry obiektyw, który chyba nie ustępuje przedwojennej optyce Leitza! Może kiedyś zrobię test w powtarzalnych warunkach z wykorzystaniem jakiegoś testowego obrazka, ale nie jest to mój priorytet i nie mam zamiaru skupiać się właśnie na tym. Podobają mi się efekty uzyskane z obu. Industar, dzięki powłokom przeciwodblaskowym, lepiej działa pod światło, a Elmar daje "vintage look" i o tym warto pamiętać przed wyborem obiektywu do konkretnego tematu. W przeciętnych zastosowaniach, nie widzę między nimi wielkiej różnicy. Pewnie mógłbym pozamieniać zdjęcia wykonane jednym i drugim i nikt nie zauważyłby różnicy.
Na koniec, jeszcze jeden, zupełnie mało poważny eksperyment. W związku z tym, że na filmie zostało mi jeszcze kilka wolnych kadrów, postanowiłem zabawić się w "wywoływanie duchów". Mam bardzo zniszczony obiektyw Ernst Leitz Summar 2/50, który pojawił się u mnie wraz z aparatem Leica IIIa. Obiektyw ma bardzo mocno porysowaną przednią soczewkę i daje rozmyte obrazy. Postanowiłem zwielokrotnić ten efekt, wyposażając go w filtr zmiękczający DUTO i filtr UV. Gdybym miał kiedyś ilustrować zdjęciami jakąś powieść o zjawach, to efekt mógłby się przydać - he he.
Jak zwykle, serdecznie zapraszam na mój profil Instagram, gdzie jest już więcej zdjęć, a wkrótce pewnie pojawią się wszystkie! Wszystkie pojawią się również, na moim kanale YouTube!
Poniżej kilka zdjęć, dla zachęty:
Moja Leica Standard z radzieckim obiektywem Industar-22
Trzy zdjęcia znad Jeziora Dziekanowskiego wykonane Industarem-22 3,5/50
Trzy zdjęcia z Puszczy Kampinoskiej wykonane obiektywem Ernst Leitz Elmar 3,5/50
Jedno zdjęcie wykonane obiektywem Ernst Leitz Summar 2/50, zamglonym z filtrem zmiękczającym DUTO i filtrem UV








Komentarze
Prześlij komentarz