Przejdź do głównej zawartości

Zdjęcia, błędy, awarie i naprawy - my TLR story #23

Wróciłem do zdjęć moim Rolleiflexem Automatem z 1938 roku i wszystko wydawało się być w zupełnym porządku. No, może, poza pierwszą klatką. Zbyt często, pierwsze klatki błon średnioformatowych typu 120, mam w połowie zaświetlone i z paprochami widocznymi na skanach. To nie może być awaria aparatu, lecz błąd użytkownika, czyli mój. Wygląda na to, że zbytnio rozwijam papier ochronny, podczas ładowania błony do aparatu. A wydawało mi się, że jestem wystarczająco ostrożny, Muszę bardziej uważać! Nie może być tak, że tracę jedną klatkę z 12. już na samym wstępie! Tym razem, był to fajny, bo kontrastowy, z ciekawym światłem i wyrazistymi chmurami na niebie, kadr. Pokazuję go, pomimo tego błędu, po lekkim skadrowaniu, więc odcięciu większości  zaświetlonej jego części. A reszta, jest oczywiście niezła, ale warunki oświetleniowe były już mniej ciekawe, więc...

Chciałem ponownie wziąć w plener mojego RicohDiacord z 1956 roku. Pod wieloma względami wydawał mi się lepszym, wygodniejszym i niezawodnym aparatem. Jakże wielkie okazało się moje rozczarowanie, gdy wziąłem go z półki do ręki! W jednej chwili zobaczyłem, jak szybka z okienka podglądu nastaw czasu migawki i wartości przysłony, przesuwa się, następnie wpada do wnętrza komory migawki aparatu, a zaraz po tym, zarówno migawka, jak i samowyzwalacz, przestają działać! Tragedia! Dramat! Mój piękny aparacik nie działa! 

Ach! Nie mogłem, go użyć, a chciałem zabawić się jakimś moim TLR-em. Wziąłem więc z półki Flexareta VI automat. Też już robiłem nim zdjęcia, ale miałem  obiekcje, co do jakości jego optyki. Zajrzałem więc do obiektywu. Zgroza! W obiektywie są jakieś paprochy i może grzyb-fungus, na każdej z soczewek. Że nie zauważyłem tego wcześniej. Musiałem prosić o pomoc fachowca.

Byłem przekonany, że winowajczynią awarii RicohDiacord, jest owa szybka, która wpadła do wnętrza i zablokowała mechanizm i że wystarczy ją wyjąć, a wszystko wróci do normy. Kolega, zaufany serwisant, do którego zwróciłem się po pomoc, wyprowadził mnie z błędu. To poważna awaria mechanizmu migawki. Zerwał się łeb wkręta, który trzymał dwie sprężyny. Zerwał się, bo ów wkręcik był bardzo cieniutki, a łeb miał bardzo szeroki - występowało tam zjawisko karbu, czyli skupienie naprężeń, na styku dwóch zupełnie różnych średnic łba i wkręta, oraz zmęczenie materiału po 70. latach użytkowania aparatu. Należało wymienić wkręt i zmontować migawkę ponownie, więc najpierw rozwiercić miejsce po urwanym wkręcie, nagwintować pod nowy wkręt, dobrać i dopasować nowy wkręt, a następnie zmontować i wyregulować mechanizm migawki. Tylko fachowiec, dysponujący odpowiednim warsztatem, zapasem części, a przede wszystkim, wiedzą i umiejętnościami, mógł sobie z tym poradzić.

Obiektyw Flexareta VI, nie był pokryty jedynie grzybem. Wewnątrz był, jakby piasek, coś w rodzaju drobnych odłamków kamienia kotłowego z wody, która wyschła, a to coś się z niej wytrąciło i wysypało do wnętrza obiektywu. Do tego trudności z rozkręceniem zastałych gwintów obiektywu, więc znowu, tylko prawdziwy fachowiec, mógł sobie z tym poradzić.

Mój Rolleiflex Automat, również był kiedyś w tym samym warsztacie - na regulacjach i znowu działa świetnie. RicohDiacord powrócił do doskonałości i pewnie posłuży kolejne 70. lat. Obiektyw Flexareta VI został oczyszczony z owego "piasku", ale nie wygląda idealnie. Jestem pewien, że nie ma możliwości zrobienia tego lepiej. Prawdopodobnie, niefortunny sposób i miejsce przechowywania, przez poprzedniego właściciela, pozostawiły na nim swoje trwałe ślady i nic z tym nie da się już zrobić. Jest, jak jest, ale o wiele lepiej, niż było.

Oczywiście, ogromna jest moja wdzięczność, dla kolegi, znanego w środowisku serwisanta takich aparatów, który potrafił to zrobić!

Oczywiście, serdecznie zapraszam na mój profil Instagram!

Poniżej zdjęcia:
Rolleiflex Automat - z ulicznej sesji w Warszawie.
Omawiana, pierwsza, nieudana klatka - jak wyżej.
RicohDiacord, po naprawie.
Flexaret VI automat - nieco zamglony obiektyw zdjęciowy, po usunięciu "piasku".


 


 






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Siostry przyrodnie

Dwa, średnioformatowe aparaty miechowe.  O większym z nich pisałem już wcześniej i nawet robiłem nim zdjęcia . To Ercona - powojenna, wschodnioniemiecka kopia aparatu  Zeiss Ikon Ikonta 521/2 - Ikonta C , na błonę zwojową typu 120 i format negatywu 6x9 . Kopia, bo produkcja jej została, decyzją polityczną wdrożona, na podstawie zachowanych dokumentacji i przedwojennych egzemplarzy, w fabryce firmy Zeiss , w której nigdy wcześniej ten aparat nie był produkowany. Aparat łudząco przypomina oryginał i pewnie, gdyby nie wytłoczony na okładzinie malutki napis Ercona , nie przyszłoby mi do głowy, że to enerdowska kopia. Po moich próbach przywrócenia go do życia i pierwszym teście, stał jednak na półce, albowiem okazało się, że migawka zacina się w niektórych położeniach, co groziło zepsuciem kolejnych kadrów. Po dłuższym czasie, zdecydowałem się prosić kolegę, który serwisuje takie cuda, aby mi ją naprawił zgodnie ze sztuką. Okazja była taka, że trafiła mi się przyrodnia siostra t...

6x6 i "perfekcja" - Box Camera Revolution #3

Wychodząc w plener z Baldą Baldax , na próby ze światłoczułą błoną Fomapan400 , zapragnąłem powtórzyć sesję z nieco młodszym, ale równie prostym aparatem, jakim jest mój Voigtlander Brillant V6 . Spodziewałem się uzyskać nieco podobny "vintage look", do tego uzyskanego z Baldy , z tym że w kwadratowym formacie. Zamierzałem utworzyć osobny wpis o mojej "filozofii" i rozumieniu mojego własnego fotografowania. Było o względnej trwałości zdjęć utrwalonych w formie papierowej i o równie względnej nietrwałości obrazów fotograficznych istniejących jedynie wtedy, kiedy są generowane na ekranach komputerów i smartfonów. Było o wzruszeniach niedoskonałościami amatorskich i zawodowych zdjęć sprzed wielu lat, które nierzadko wciąż zalegają nasze szuflady.  Było też o perfekcji i o tym, że ta zabija spontaniczność . Dokonując wyboru zdjęć, do jakiejkolwiek prezentacji, nieważne, czy chodzi o wystawę w galerii, czy tylko o pokazanie znajomym, na Facebooku , czy Instagramie , sel...