Przejdź do głównej zawartości

Jedna kamera, ten sam materiał światłoczuły - My TLR story #22

Bardzo lubię lustrzanki dwuobiektywowe! Wiem, już to pisałem i powtarzam się. Są poręczne, zawsze gotowe do wyboru kadru i strzału, do tego stosunkowo lekkie. Format kadru 6x6 również jest bardzo wygodny - nie ma potrzeby wyboru, pomiędzy formatem portrait i landscape, bo kwadrat, to geometryczna figura foremna i doskonała. 

W tej chwili, najbardziej odpowiada mi fotografowanie moją Ricoh Diacord. Jest w stu procentach sprawna, ma bardzo fajną optykę, jasny, wyraźny wizjer w kominku, ze względu na czyste lustro, matówkę z rastrem i dużą, łatwo rozkładaną lupę. Z tą lupą, to jest tak, że bardzo mi się przydaje do ostrzenia, a w niektórych, starych aparatach, jest mała, niewygodna i trudna do rozłożenia, nad matówką w kominku. Tak jest na przykład we Flexarecie VI, Reflekcie II i w moim cudnym, starym Rolleiflexie Automacie, nie mówiąc już nawet o Lubitelu-2. 

Ricoh Diacord ma jeszcze jedną cechę, która może być, zarówno jej wadą, jak i zaletą. To brak zespolenia przesuwu błony z naciągiem migawki i blokady podwójnej ekspozycji. Już raz "udało mi się" zrobić ten błąd i niechcący wykonać dwa zdjęcia na jednej klatce, ale wciąż myślę o tym, że kiedyś zrobię specjalną sesję wielokrotnych ekspozycji - w celach artystycznych. 

Tym razem, chciałem zwrócić uwagę na inny aspekt fotografowania w plenerze. Aspekt najważniejszy, czyli światło. W marcu i kwietniu, miałem dwie sesje z tą lustrzanką - jedną w lesie w  bardzo płaskim, mało kontrastowym oświetleniu, przy pochmurnym niebie, a drugą, między innymi na cmentarzu ewangelickim w Warszawie, przy bezchmurnym, czystym niebie i silnym, kontrastowym świetle słonecznym. Obie wykonane tym samym aparatem, na tym samym materiale światłoczułym - błonie zwojowej Fomapan 100, typu 120 z filtrem żółtym nr 2 firmy Yashica.

Moim zdaniem, uderzające jest zestawienie tych dwóch rodzajów zdjęć - kontrastowych i mało kontrastowych. Aby zwiększyć nieco wyraz tych drugich, musiałem jednak dodać nieco kontrastu w postprodukcji, albowiem były wprost szaro-szare i mdłe. Wydaje mi się, że to jest całkowicie dopuszczalne, bo to samo zrobiłbym pod powiększalnikiem, dodając kontrast przez użycie, papieru o twardej gradacji, specjalnych filtrów i przymykając przysłonę w obiektywie. 

Niech przemówią zdjęcia! 
Najpierw małokontrastowe, następnie kontrastowe wykonane w pełnym słońcu:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniżej short video na moim kanale YouYube, gdzie można zobaczyć je wszystkie:

Oczywiście, jak zwykle, zapraszam, na moje konto Instagram, gdzie zobaczycie w krótce je wszystkie i wiele więcej!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Osiem milimetrów wspomnień

Po dłuższej przerwie, kiedy w sezonie letnim koncentrowałem się na żeglowaniu moimi łodziami, powoli wracam do fotografii starymi aparatami. Ale, zanim wywołam wszystkie negatywy z wakacji, skorzystam z okazji, żeby przedstawić nowy dział (nową playlistę) zainicjowany na moim kanale YouTube. Znakomity kolega zeskanował filmy, które w latach 60. XX wieku, nakręcił mój ojciec , na taśmie filmowej 8 mm.  Filmiki te, chyba poza jednym lub dwoma, nie były zwykłymi pamiątkami z rodzinnych wydarzeń. Dzisiaj o wiele bardziej, niż kiedyś, doceniam ich walor artystyczny, nie mówiąc o wzruszeniu, jakie odczułem po ponad czterdziestu latach, od czasu, kiedy je ostatni raz oglądałem. Filmiki mają przemyślaną strukturę (narrację/fabułę) prowadzenie kamery i aktorów. No i, oczywiście, są znakomitymi dokumentami epoki lat 1961 - 1967.  Pierwszy film, który prezentuję w tej serii, to króciutka etiuda pt. "Kocie zabawy ", ale będę, w nowej playliście, sukcesywnie pokazywał kolejne filmy z lud...

Non omnis moriar, czyli trochę "chłopskiej filozofii"

"Nie wszystek umrę" , czyli wyrażona nadzieja każdego artysty, nawet skromnego fotografa amatora, że coś z jego twórczości pozostanie po jego śmierci. Po raz kolejny, moja sytuacja zdrowotna spowodowała, że otarłem się o "drugą stronę lustra" i wróciłem z dalekiej podróży, z której powrotu ponoć nie ma. Ale artykuł o "filozofii" i fotografii, pisałem już wcześniej, zainspirowany materiałami zamieszczanymi w necie, co może świadczyć, że wielu fotografów i artystów różnych dziedzin, zastanawia się nad tym samym. Po prostu, przeżycia z minionych tygodni, skłoniły mnie do powrotu do tego tematu, jednak w nieco lżejszej, mniej napuszonej formie. Susan Sonntag w swojej, pięknej książce "O fotografii" pisała, że fenomenem i esencją istnienia fotografii w kulturze, jest jej materialna, fizyczna postać w formie papierowej odbitki, powstałej na podstawie negatywu - w ciemni, pod powiększalnikiem. Podobnie twierdzi, mój ulubiony youtouber i wybitny fotogr...