"Nie wszystek umrę", czyli wyrażona nadzieja każdego artysty, nawet skromnego fotografa amatora, że coś z jego twórczości pozostanie po jego śmierci.
Po raz kolejny, moja sytuacja zdrowotna spowodowała, że otarłem się o "drugą stronę lustra" i wróciłem z dalekiej podróży, z której powrotu ponoć nie ma. Ale artykuł o "filozofii" i fotografii, pisałem już wcześniej, zainspirowany materiałami zamieszczanymi w necie, co może świadczyć, że wielu fotografów i artystów różnych dziedzin, zastanawia się nad tym samym. Po prostu, przeżycia z minionych tygodni, skłoniły mnie do powrotu do tego tematu, jednak w nieco lżejszej, mniej napuszonej formie.
Susan Sonntag w swojej, pięknej książce "O fotografii" pisała, że fenomenem i esencją istnienia fotografii w kulturze, jest jej materialna, fizyczna postać w formie papierowej odbitki, powstałej na podstawie negatywu - w ciemni, pod powiększalnikiem. Podobnie twierdzi, mój ulubiony youtouber i wybitny fotograf, Ari Jaaksi. Dla niego również, fotografia osiąga swoją pełnię, uzyskując ostateczną formę pozytywu na papierze, nadaną jej przez twórcę w ciemni, pod powiększalnikiem, lub z wielkiego formatu, wykonaną metodą stykową. Trudno się z nimi nie zgodzić, albowiem fotografia, od momentu jej powstania w XIX wieku, istniała właśnie, wyłącznie w formie materialnych obrazów pozytywowych. Susan Sonntag pisała swą książkę 50 lat temu, zanim nastąpiła technologiczna rewolucja: powstanie fotografii cyfrowej i szerokie rozpowszechnienie obrazów w formie cyfrowego zapisu i generowanie zeń obrazu na ekranach monitorów komputerów, bądź tabletów i smartfonów. Według tradycyjnego podejścia, fotografia generowana na ekranach, nie jest sensu stricto fotografią, a na pewno, nie jest fotografią w tradycyjnym jej rozumieniu.
Tutaj spróbuję wrócić do początku artykułu. Czy chcąc pozostawić coś z tego, co robię, dla tzw. potomności, a jednocześnie zajmując się fotografią tradycyjną, na filmie, rzeczywiście muszę w ciemni tworzyć pozytywowe obrazy na papierze? Czy to co robię, ma rzeczywistą wartość, która powinna zostać zachowana? Nie ja jestem w stanie to ocenić. Odbiorcy moich fotografii, a jest ich bardzo niewielu, powinni się wypowiedzieć, czy i co warto. Tymczasem, tzw. proza życia uniemożliwiła mi odtworzenie ciemni - mam pełne wyposażenie, a jedyne, czego potrzebuję, to środków na zabudowę małej wnęki pod schodami, gdzie miałaby powstać. Nie ma ciemni i nie ma fizycznych odbitek wykonanych na papierze fotograficznym, pod powiększalnikiem. Moje fotografie, nie istnieją!
Setki moich negatywów, zostały zeskanowane i opublikowane w internecie. Dzięki temu, moje zdjęcia mogą zobaczyć ludzie na całym świecie! Zamiana negatywu fotograficznego w skan i generowanie zdjęć na ekranach, jest doskonałą formą ich upowszechniania. Czy przestają być fotografią tradycyjną? Do pewnego stopnia. Negatyw na filmie, jest jak najbardziej formą tradycyjną, natomiast publikacja zdjęcia w sieci, jest cyfrową formą prezentacji zdjęcia tradycyjnego. Obraz generowany na ekranie, istnieje jedynie wtedy, kiedy odbiorca sobie tego życzy. Poza tym, istnieje jako plik zapisany na dysku, czy w pamięci komputera. To jego bardzo ulotna forma - stan uporządkowania ładunków, na magnetycznym nośniku danych. Tylko tyle.
To przypomina mi moją fascynację buddyzmem zen. Nie ma nic trwałego, żadnego trwałego bytu materialnego, wszystkie rzeczy i byty są nietrwałe, podlegają zmianie i rozpadowi, a ich substancjalność i trwałość, są jedynie złudzeniem - tak można w uproszczeniu streścić część przesłania zen. "Nie wszystek umrę"? W rozumieniu zen, nasze istnienie, jest obarczone rozpadem i przemianą. Istniejemy przez chwilę, żeby stać się czymś innym, a nasze istnienie rozprasza się w odwiecznej pustce, by z pustki wyłonić się, jako coś zupełnie innego w odwiecznym kole narodzin i śmierci.
Co więc pozostanie? W dłuższej perspektywie - nic! Wszystko rozproszy się w odwiecznej pustce. Tak papierowe odbitki z ciemni, jak pliki na nośniku pamięci komputera, czy świadectwa wykute w granicie, bo to tylko kwestia upływu czasu. Wszystko, jak ja i ty, mój czytelniku. Nasze marzenie nieśmiertelności, jako artysty w jego dziełach, praktycznie dotyczy tylko znikomej części artystów, którzy odeszli i ich dzieł, o których nikt nie pamięta, pomimo iż miały swoją materialną, fizyczną postać.
Myślę również o latach mojej pracy zawodowej. Przez wiele lat projektowałem i realizowałem stoiska targowe, dla wielu firm, polskich i zagranicznych. Efektem mojej pracy był projekt, następnie zbudowane stoisko, które demontowane było po kilku dniach. Pozostawała, czasem, szczątkowa dokumentacja fotograficzna zrealizowanego stoiska. Dzisiaj mam pozostałości projektów i część tej dokumentacji - jedyne ślady po tygodniach wysiłków, moich i osób współpracujących. A i one pewnie znikną wraz ze mną. Rozproszą się w pustce. Przypomina się pewna myśl powtarzana przez niektórych ludzi związanych z fotografią, że fotografia uwiecznia chwilę, ułamek sekundy, która odbyła się w przeszłości i nigdy już nie powróci. Rejestruje stan, jaki był i się nie powtórzy.
W związku z tym, ilustracją do tego artykułu, niech będą dwa filmy (slideshow) wideo, ze zdjęciami dokumentującymi początek zimy 2025-2026 i już prawdziwą zimę w styczniu i lutym 2026. Obrazy dzisiaj nie do powtórzenia, bo resztki kilkudziesięciocentymetrowej warstwy śniegu, którą można zobaczyć na drugim filmie, właśnie roztapiają się i nikną, zmieniając wyraz otaczającego mnie krajobrazu.
Zapraszam do zaglądania na moje konto Instagram.
Komentarze
Prześlij komentarz