Przejdź do głównej zawartości

Balda Baldax

Obiecałem sobie, że najprędzej, jak to tylko potrafię, zrobię próbę prezentu, który dostałem, na Boże Narodzenie, od Córki i Zięcia. Zaczęła się właśnie malownicza i śnieżna, zimowa aura, co tylko jeszcze bardziej skłaniało do wyjścia w plener. Do mojej nowej-starej Balda Baldax, załadowałem błonę Fomapan 400 i podczas spacerów z psem po najbliższej okolicy naszego domu zrobiłem wszystkie 16 klatek. 

Byłem bardzo ciekaw rezultatów, ponieważ samo robienie zdjęć podczas spacerów z psem, było dla mnie pewnym wyzwaniem. Po pierwsze, aparat ma uszkodzony mechanizm otwierania klapy miecha, więc musiał być cały czas otwarty, nawet wtedy, kiedy chowałem go do kieszeni. Musiałem wtedy bardzo uważać, aby przypadkowo, niechcący, nie wyzwolić migawki, albowiem aparat nie ma blokady podwójnej ekspozycji. Wyzwaniem było ustawianie odległości, "na oko", a bardziej, "na wyczucie", albowiem oznaczenia na obiektywie są bardzo małe i częściowo zatarte, więc słabo czytelne, zwłaszcza, dla osób w tzw. "moim" wieku. Aparat zarejestrował, jak należało, 16 klatek, jednak tylko część z nich miała prawidłowo ustawioną ostrość. Moja żona, Kasia, mówi, że niektóre z nich i tak posiadają jakiś "dawny urok" - powiedzielibyśmy dzisiaj "vintage look". 

Zastanawiałem się niedawno, co mnie pociąga w starych fotografiach? To często jest absolutna doskonałość zdjęć wielkoformatowych i odbitek uzyskanych metodą stykową ze szklanych negatywów, ale również zdjęcia unikalne, uzyskane za pomocą dawnych technik szlachetnych. 

Ale oprócz nich, jest cała masa zdjęć amatorskich, wykonanych prostymi aparatami z równie prostą optyką. Wzruszają mnie niedoskonałości tych zdjęć. Błędy optyki, ale i samych fotografów. Błędy naświetlenia, czyli np. doboru czasu migawki, ustawień ostrości, poruszenie aparatem podczas wykonywania zdjęć, a także niedoskonałości obróbki chemicznej negatywów i pozytywów. To dokumenty samego życia i ulotnych chwil, takich, jakie one wtedy były. Są w nich zawarte miejsca i czas, ale i emocje, autora zdjęcia i jego modeli. Przeglądając stare zdjęcia, bardzo dokładnie obserwuję wszelkie szczegóły, w tym właśnie błędy i niedoskonałości, powstałe podczas ich wykonywania, ale i te, które są patyną upływającego czasu. Namiastkę tej atmosfery odnalazłem właśnie w tych kilku zdjęciach wykonanych starą i uszkodzoną Baldą Baldax z przełomu lat 20/30. XX wieku, których wcześniej, w żadnym razie, nie potrafiłbym zaakceptować, a tym bardziej, zaprezentować ich publicznie.

Oczywiście, kilka razy, bardzo "nieodpowiedzialnie", skierowałem obiektyw aparatu ku słońcu, spodziewając się "zepsucia" kadru rozległą flarą, co też się stało!

* 

Jak zwykle, serdecznie zapraszam na mój profil Instagram, oraz kanał YouTube.

* 

Poniżej wszystkie kadry z testowej rolki błony wykonane aparatem Balda Baldax, na negatywie  Fomapan 400. 
















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bożonarodzeniowe prezenty, dla fotografa

Oczywiście, dla takiego fotografa, jak ja, czyli miłośnika starych aparatów i fotografii na filmie i błonach fotograficznych. Od mojej córki i jej męża, dostałem składany aparat mieszkowy o formacie negatywu 4,5x6 (6x4,5) cm , na błonę typu 120 . Przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że jest to przedwojenna Balda Baldax z migawką Pronto (Original Gauthier - Alfred Gauthier Calmbach ) i trójelementowym(?) obiektywem Ernst Ludwig - Lausa/Dresden Vidanar 4,5/75 . Aparatu w tej konfiguracji, nie znalazłem nawet w encyklopedii . Są podobne, raczej późniejsze np. z 1933 . Jest to prawdopodobnie najstarszy model aparatu Balda Baldax Modell 00 , jeszcze z końca lat 20. XX wieku. Aparat jest raczej w kiepskim stanie. Był przechowywany w złych warunkach i widać na nim sporo rdzy, a pod okładzinami liczne tzw. Zeiss bumps - oznaki wewnętrznej korozji. Dorobiona jest dźwigienka spustu migawki. Urwany przycisk otwierania mieszka. Zdekompletowany, składany wizjer - brakuje tylnej soczewk...

Osiem milimetrów wspomnień

Po dłuższej przerwie, kiedy w sezonie letnim koncentrowałem się na żeglowaniu moimi łodziami, powoli wracam do fotografii starymi aparatami. Ale, zanim wywołam wszystkie negatywy z wakacji, skorzystam z okazji, żeby przedstawić nowy dział (nową playlistę) zainicjowany na moim kanale YouTube. Znakomity kolega zeskanował filmy, które w latach 60. XX wieku, nakręcił mój ojciec , na taśmie filmowej 8 mm.  Filmiki te, chyba poza jednym lub dwoma, nie były zwykłymi pamiątkami z rodzinnych wydarzeń. Dzisiaj o wiele bardziej, niż kiedyś, doceniam ich walor artystyczny, nie mówiąc o wzruszeniu, jakie odczułem po ponad czterdziestu latach, od czasu, kiedy je ostatni raz oglądałem. Filmiki mają przemyślaną strukturę (narrację/fabułę) prowadzenie kamery i aktorów. No i, oczywiście, są znakomitymi dokumentami epoki lat 1961 - 1967.  Pierwszy film, który prezentuję w tej serii, to króciutka etiuda pt. "Kocie zabawy ", ale będę, w nowej playliście, sukcesywnie pokazywał kolejne filmy z lud...

Non omnis moriar, czyli trochę "chłopskiej filozofii"

"Nie wszystek umrę" , czyli wyrażona nadzieja każdego artysty, nawet skromnego fotografa amatora, że coś z jego twórczości pozostanie po jego śmierci. Po raz kolejny, moja sytuacja zdrowotna spowodowała, że otarłem się o "drugą stronę lustra" i wróciłem z dalekiej podróży, z której powrotu ponoć nie ma. Ale artykuł o "filozofii" i fotografii, pisałem już wcześniej, zainspirowany materiałami zamieszczanymi w necie, co może świadczyć, że wielu fotografów i artystów różnych dziedzin, zastanawia się nad tym samym. Po prostu, przeżycia z minionych tygodni, skłoniły mnie do powrotu do tego tematu, jednak w nieco lżejszej, mniej napuszonej formie. Susan Sonntag w swojej, pięknej książce "O fotografii" pisała, że fenomenem i esencją istnienia fotografii w kulturze, jest jej materialna, fizyczna postać w formie papierowej odbitki, powstałej na podstawie negatywu - w ciemni, pod powiększalnikiem. Podobnie twierdzi, mój ulubiony youtouber i wybitny fotogr...